Szósty dzień, Nowy Rok

Ze względu na wczorajszą zabawę śniadanie dziś jest później, a potem trening łączony, czyli zakładka rower-bieg. Jadę 45 minut na rolkach i naprawdę jestem z siebie zadowolona, bo spadam zdecydowanie rzadziej. Dziś robimy kilka kilkusekundowych młynków. Śmieszne to takie. Potem szybko rozbieram się z mokrych ciuchów (łącznie z bielizną i skarpetkami), wycieram do sucha, wskakuję w ubranie biegowe i ruszamy na wydmy. Mamy zrobić lekki 5-6 kilometrowy bieg, ale decydujemy się zrobić 10-km pętlę. Bo jest tak przyjemnie. Na plaży jednak wiatr wieje za mocno, więc krosujemy w lesie. Po obiedzie nie ma zajęć, więc idę na spacer – nareszcie w drugą stronę, do Zalewu Wiślanego. Znajduję fajne miejsce, gdzie mogłabym wypróbować moje łyżwy, ale trochę się boję jeździć tam sama. Prawdziwy mróz jeszcze nie nadszedł i nie jestem zbyt pewna grubości lodu. Ale przynajmniej zaliczyłam miły spacer po okolicy.

Wieczorem znów wykład – tym razem z monitoringu treningu. A jutro mamy robić testy (coś w rodzaju testu Żołądzia) – niektórzy będą sobie badać progi mleczanowe, potem to omówimy.

One Response to “Szósty dzień, Nowy Rok”

  1. beginner Says:

    Czytałem bardzo uważnie do zdania “… Potem szybko rozbieram [się] z mokrych ciuchów (łącznie z bielizną i skarpetkami), wycieram do sucha …”.