Stadion Dziesięciolecia
Monday, April 13th, 2009Czas płynie nieubłaganie. Rok 2012 zbliża się wielkimi krokami coraz bardziej przybliżając mieszkańców Warszawy do otwarcia olśniewającego obiektu sportowego, jaki ma powstać na gruzach staruszka – Stadionu Dziesięciolecia.
Tydzień przed świętami Wielkiej Nocy, 4 kwietnia 2009 wybrałem się do Garwolina, aby na drugim ślubie mojego młodszego brata porobić kilka zdjęć. Pogoda była piękna, a mnie, niczym pana Sidorowskiego w Hali Mirowskiej naszła ochota na uwiecznieniu dla potomności tego magicznego miejsca.

Schodząc po schodkach na dół zagłębiamy się od razu w tętniący swoim życiem wielonarodowościowy tłum. Wśród sprzedawców dominują oczywiście mieszkańcy Azji, choć daje się zauważyć istotny odsetek mężczyzn pochodzenia afrykańskiego

u których można między innymi kupić bataty, maniok czy malangę.

Wśród kupujących przeważają raczej przedstawicielki płci pięknej,

które korzystając z pierwszych wiosennych promieni słonecznych grupami ruszyły na łowy promocji i okazji. A tych nie brakowało:

Niezliczona ilość alejek handlowych z perfumami
,
bielizną

i kreacjami przygotowywanymi przez najlepszych projektantów.

Całości dopełniają stoiska z biżuterią

galanterią skórzaną

oraz z wyrobami zegarmistrzowskimi.

Sprzedawcy zawsze służą radą i pomocą

a niektórzy często posiadają umiejętność handlu wyssaną niemalże z przysłowiowym mlekiem matki.

Myliłby się jednak ten, kto uważa, że w tym wielonarodowościowym tłumie brak przedstawicieli rodzimego biznesu.

Konsumenci, którzy w pocie czoła uganiają się za materialnymi dobrami muszą czasem odpocząć i posilić się. Umożliwiają im to urokliwe restauracyjki zgrabnie wkomponowane w galerie handlowe.

Nad bezpieczeństwem kupców i gości czuwa czujna, acz dyskretna ochrona

Mam nadzieję, że niniejszy wpis zachęci potencjalnych czytelników do odwiedzenia tego magicznego miejsca. Dojechać tam bardzo łatwo. Można zaryzykować stwierdzenie, że dworzec kolejowy i autobusowy stadion jest integralną częścią kompleksu handlowego,

który rozpoczyna się tuż za drzwiami dworca.

Dla tych, dla których podróż autobusem pośpiesznym trwa zbyt długo

jest możliwość skorzystania z usług niezawodnej korporacji transportowej “TAKI”, która sprawnością działania i egzekwowania należności zaskoczyła już niejednego.

Dziś oficjalnie rozpocząłem sezon rowerowy. Punktualnie o dziesiątej stawiłem się przy klombie nieopodal bazarku u zbiegu K.E.N i Płaskowickiej. Czekał już tam całkiem pokaźny tłumek kolarzy. Oczywiście byłem jedynym, który nie miał kasku i manetek przerzutek przy kierownicy, choć z drugiej strony mój rower i tak znacznie ewoluował przez zimę. Dorobił się zatrzaskowych pedałów, nowej kierownicy oraz cudnych korb Compagnolo Chorus.
Inni również próbowali podnieść pokazane na zdjęciu cudo techniki i wszyscy, podobnie jak ja okazywali swoje zdziwienie słowami “O kurwa, ale lekki!”.
Jazda w peletonie polega na ustawicznej kontemplacji przerzutek zawodnika jadącego z przodu, lub zaciskaniu zębów i utrzymywaniu równego tempa, gdy się jedzie na przedzie. Trzeba również odpowiednimi gestami dłoni informować jadących z tyłu o niespodziewanych przeszkodach na jezdni. Po niespełna czterech godzinach wróciłem do domu znacznie bardziej zmęczony niż po minionym półmaratonie warszawskim.






























